Villainous Vikings

Villainous Vikings została wydana przez niewielkie amerykańskie wydawnictwo Victory Point Games w listopadzie 2014 i póki co nie dotarła do nas w żaden oficjalny sposób. Mój egzemplarz otrzymałem zupełnym przypadkiem jako prezent w BoardGameGeek’owej akcji Secret Santa i przypuszczam, że jest on jednym z niewielu w naszym kraju. Wypada więc napisać o nim kilka zdań, tym bardziej, że gra okazała się całkiem dobra.

Szukając dodatkowych informacji na temat tej gry na BoardGameGeeku zauważyłem z pewnym zdziwieniem, że gier o Wikingach nie ma wcale aż tak dużo, a te popularne można właściwie policzyć na palcach jednej ręki. Dosyć dziwna sprawa, tym bardziej, że ten temat oraz powiązana z nim mitologia nordycka nie są wcale ani nieznane, ani też mało popularne (szczególnie ostatnimi laty, po serialu Wikingowie w History Channel). Co prawda Villainous Vikings raczej tego nie zmieni, ale pozwoli nam chociaż na chwilę wcielić się w kapitanów drakkarów i zdobyć wieczną chwałę (oraz piwo i kobiety) u boku wszechmocnego Odyna. Zobaczmy więc dokładniej, jak się do tego zabrać.

Drakkary gotowe do bitwy

Drakkary gotowe do bitwy

Wikingowie nie uznają remisów!

Pod względem mechaniki Villainous Vikings jest niezbyt skomplikowaną grą. Rozgrywka toczy się szybko i nie można narzekać na zbyt długie przerwy pomiędzy swoimi ruchami. Każdy z graczy może w swojej turze wykonać dwie z kilku dostępnych akcji, które przybliżają go do zdobycia większej ilości punktów zwycięstwa. Możemy więc podbijać nowe miejsca, atakować drakkary i lądy innych graczy, wynajmować najemników, handlować z miastami… Nawet jeśli wszystkie aktualnie dostępne karty wypraw są dla nas zbyt trudne do pokonania, zawsze pozostają nam jakieś opcje, dzięki czemu nie ma sytuacji, że jeden z graczy zostanie zbyt daleko w tyle i nie będzie miał szans w porównaniu do reszty.

Ilość tur jest ograniczona przez tworzoną na początku rozgrywki talię wypraw, z której dobieramy aktualne lądy do podbicia – na jej spód wtasowuje się kartę Ragnaroku – ostatecznej bitwy, wartej sporą ilość dodatkowych punktów zwycięstwa, a która polega na masowej walce wszystkich na wszystkich. Po jej rozstrzygnięciu podliczamy punkty wszystkich graczy, a zwycięzca otrzymuje gwarantowane miejsce w Valhalli u boku Odyna.

Vikingowie w trakcie rozgrywki

Vikingowie w trakcie rozgrywki

Interesująco jest w Vikingach rozwiązana walka – chociaż jest dość losowa i opiera się głównie na rzutach określoną ilością kości, to nie jesteśmy skazani wyłącznie na wynik naszych rzutów i mamy sporo możliwości, żeby dopomóc naszemu szczęściu używając specjalnych umiejętności kapitanów oraz pozyskanych wojowników, dokupując punkty siły za złoto, czy też poświęcając zdobyte wcześniej karty. Wygrywa ta strona, która uzyska więcej symboli miecza, po czym obie strony otrzymują określoną ilość obrażeń, redukowanych przez uzyskane symbole tarczy.

Prostota tej mechaniki jest tutaj wielką zaletą, bo sprawia, że mimo dużej ilości toczonych bitew nie jest to zajęcie męczące graczy. Dodatkowym smaczkiem jest wspomniana w śródtytule zasada braku remisów – o ile w przypadku remisu przy próbie podbicia karty lądu gracz automatycznie przegrywa starcie, to nie ma to zastosowania w walce pomiędzy graczami i trzeba walczyć, aż ktoś przegra. Mieliśmy nawet takie sytuacje, że gracze tak dawali się porwać bitewnemu szałowi, że wzajemnie pozatapiali swoje drakkary.

Łupy będą nasze!

Zbliżenie na drakkar i kapitana gracza oraz karty wypraw

Zbliżenie na drakkar i kapitana gracza oraz karty wypraw

Pod względem wykonania gra nie odstaje zbytnio od tych wydawanych przez większe wydawnictwa, chociaż widać trochę „budżetowość” produkcji i nie znajdziemy tu pięknej plastikowej wypraski czy nadmiernych ilości tektury. Jest to jednak uzasadnione tym, że Victory Point Games wszystkie swoje gry produkuje w trybie druku na żądanie. Mimo to wykonanie jest w pełni profesjonalne – mamy dobrze zaprojektowane karty z klimatycznymi grafikami, a znaczniki, statki graczy oraz plansza wykonane są z grubej tektury, przypominającej nieco fakturą sklejkę. Ciekawie rozwiązana jest też plansza w postaci puzzla składanego z pięciu osobnych elementów. Wszystko zapakowane jest w nieduże tekturowe pudełko z kolorową obwolutą.

Trochę niestety zawodzi instrukcja, w którą trzeba się dobrze wczytać, żeby poprawnie zrozumieć wszystkie zasady. Nie zaszkodziłoby też dodanie kart pomocy dla graczy – co prawda mamy dostępny skrót najważniejszych zasad na tylnej stronie okładki, ale niestety brakuje w nim kilku informacji i nadal trzeba wertować pozostałe 20 stron w ich poszukiwaniu. Nie jest to jednak wielka wada, bo jak już wspominałem, nie jest to skomplikowana gra – po kilku partiach z instrukcją pod ręką można spokojnie odłożyć ją do pudełka.

Na chwałę Odyna!

Co ciekawe, moja wersja jest już drugim wydaniem gry – pierwsze, wypuszczone latem 2014, miało niestety sporo problemów z balansem rozgrywki (na przykład nie opłacało się w ogóle handlować ani wydawać złota), więc Victory Point Games postanowiło ją wycofać z rynku i wypuścić jak najszybciej poprawioną edycję, oferując także jej posiadaczom za darmo zestawy ze zmienionymi kartami i zasadami. Zachowanie raczej rzadko spotykane, a zdecydowanie godne pochwały, szczególnie że w poprawionym wydaniu zmieniono właściwie większą część gry – od poprawienia wspomnianego handlu, poprzez projekt i wygląd praktycznie wszystkich kart, aż po zmianę ilości graczy z 2-4 na 3-5.

Jeśli więc ktoś lubi współzawodnictwo między graczami i trafi mu się okazja do kupna tej gry, to nie powinien się zawieść – o ile tylko będzie to właśnie drugie jej wydanie. Z powodu nieco dłuższego czasu  rozgrywki (około godziny) nie nadaje się ona zbytnio na przerywnik pomiędzy poważniejszymi tytułami, ale jeśli nie mamy zbyt wiele czasu, a gracze żądni są krwi pokonanych wrogów, to partia w Villainous Vikings jest dobrym rozwiązaniem i potrafi dostarczyć odpowiednich wrażeń.

Ocena

Ciekawa gra o wikingach. Gracze lubiący konfrontację będą się przy niej dobrze bawić.

+ w miarę proste zasady i konkretność rozgrywki
+ dużo negatywnej interakcji pomiędzy graczami
+ wykonanie - dobry, gruby karton i klimatyczne ilustracje

- lekko zagmatwana instrukcja

7/10
Marcin Ruszkiewicz

Marcin Ruszkiewicz

33 letni programista i fan gier we wszelkiej postaci, fantastyki, science-fiction oraz paru innych rzeczy. Planszówkami interesuję się od kilku lat, teraz postanowiłem przekuć zwykłe zainteresowanie w coś więcej. Uwielbiam gry kooperacyjne, ekonomiczne, oraz takie, które mają proste zasady, a dużo możliwości. Negatywną interakcją także nie pogardzę.

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *